sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 02.


Pewnie masz też tak jak ja, a więc dobrze znasz ten schemat, 
może nie wszystko tak samo ale w chuj podobny schemat. 
No powiedzcie sami czy macie tak czasami, 
kiedy wszystko się pieprzy lub tylko momentami 
PieciaPTK - Trudno Tak Żyć ft. Hubi


Nagle oberwałam kulką papieru w głowę… 
Zignorowałam ją. Stoczyła się pod ławkę jakiegoś chłopaka. Nawet nie pamiętam jak ma na imię. Gratulacje Angela Geniuszu. Po chwili próba wkurwienia mnie do granic możliwości się ponowiła.
Zaczęłam nerwowo zaciskać pięści zezłoszczona tym, że ktoś chce odebrać mój wewnętrzny spokój. Jestem Angela White baranie. A Angela White nie może być pomiataną. Mam już wyrobioną opinie w szkole. Każdy kto nie chce żebym się na niego wkurwiła po prostu omija mnie szerokim łukiem. Czyli…. Wszyscy. I tak jest najlepiej, ja też nie chcę mieć kłopotów dlatego, bo chciałam po prostu się na kimś bezczelnie wyżyć. W sumie to jeszcze nikogo nie pobiłam czy coś. Wszyscy pękają już na poziomie, kiedy im grożę i poniżam.
Ponowna kulka prosto w moją głowę.
Nie wstawaj Angela, nie wstawaj, nie wstawaj, nie będziesz robiła scen –powtarzałam sobie w myślach ściskając mocno ołówek.
Kolejna kulka. Mam ochotę wstać i krzyknąć głośne, wyraźne „kurwa”.
Ołówek się łamie, a każdy kto nie jest zajęty wgapianiem się w jakże cudownego nauczyciela wbija wzrok we mnie.
Z morderczym wzrokiem odwracam się do tyłu, a każdy przełyka głośno ślinę zdenerwowany, że zaraz się rzucę z pięściami na wszystkich.
Przebiegam wzrokiem po każdej przerażonej twarzy, aż zatrzymuję się na hipnotyzujących tęczówkach, w kolorze mlecznej czekolady. Dostrzegłam w nich maleńkie iskiereczki wyrażające szczęście.
Nie wiem co, jak i dlaczego, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był dla mnie taki inny. Te oczy, niby szczęśliwe, ale jeśli dobrze się przyjrzeć można dostrzec rozdarcie, smutek, żal. Tak wiem coś o tym.
Przebiegłam wzrokiem po jego twarzy. Idealne rysy, żadnej skazy, idealna cera i te kości policzkowe. Następne co rzuciło mi się w oczy to malinowe usta w kształcie serca, które układały się teraz w ledwo widoczny uśmiech. Wracam do jego nieskazitelnych oczu.
Dziwnie się czuję. Nigdy nie oceniałam nikogo tak powierzchownie. Jednak ten chłopak mnie intrygował. Miał w sobie taki pazur..
O matko… Nie myślałam nigdy o chłopaku odkąd nie jestem już z Mitchem. Pozatym nie chcę poznawać tego brązowookiego. Ludzie są mi zbędni do przeżycia. Wystarczy, że będą nadal dzielili ze mną tlen i to mi wystarczy.
Skarciłam się w myślach za to o czym pomyślałam i wróciłam do bezsensownego gapienia się przez okno.
Nie mogę uwierzyć, że ten chłopak zabrał moje myśli.. Przecież widzę go pierwszy raz..

*2 DNI PÓŹNIEJ*

Kolejny dzień, w którym myślałam o tym chłopaku. Nazywa się Justin Bieber. Tak.. to nazwisko zdecydowanie wpadnie mi na dłużej do głowy.

Jednak to wszystko. Nie zamieniłam z nim ani słowa i pewnie tak będzie. Na co ja w ogóle liczyłam?
Szłam do swojej szafki po zakończonych lekcjach. Było coraz bardziej do dupy. Ojciec mnie coraz bardziej denerwował, a ja coraz częściej płakałam. Dostrzegłam Bad Boya Justina ze swoimi dwoma kumplami. Stali przed jakimś niewinnym blondynem. Wyglądał na przerażonego. Kiedy zobaczyłam jak szatyn przyciska go do szafki myślałam, że oszaleje. Jakiś niczemu winny pierwszoklasista, a on mi z takim czymś? O nie.. wtargnąłeś na nie swój teren Bieber. Od teraz zostałeś wpisany na moją czarną listę.
Podeszłam do nich wkurwiona. 
-Co ty robisz? – skrzyżowałam ręce na piersi. Spojrzał na mnie chyba nie do końca wiedząc co się dzieje. Jego kumple się przestraszyli, a on popatrzył na nich jak na największych debili świata. Sam nim jest, więc może też się wpisują na jego listę? Nieważne. –No dalej zapytałam cię co robisz..
-Nic ci do tego. To nie sprawa dla dziewczyny –mruknął oschle, patrząc mi w oczy. –A tym bardziej takiej jak ty. 
Ludzie na korytarzy zatrzymywali się. Chociaż się sama im nie dziwie. Angela White w akcji. Poza tym większość ludzi w życiu nie słyszało mojego głosu. 
-A co jestem gorsza? –zrobiłam krok w jego stronę. Staliśmy twarz w twarz. 
-To męskie sprawy –syknął niemiło. 
-Odwal się od niego dupku –zagroziłam. 
-Oj uważaj, bo się przestraszę –wybuchł niepohamowanym śmiechem. 
-Stary lepiej chodź stąd.. –zaczęli namawiać go ci dwaj po jego bokach. 
-No proszę was. Pękacie na widok jakiejś dziewczyny? –odpycha mnie mocno w bok, a we mnie zbiera się wściekłość. 
Znowu przyparł chłopaka do szafek. 
-Mówiłam kurwa żebyś go zostawił! –krzyknęłam odpychając go do tyłu, co w efekcie skończyło się tym że wpadł z hukiem na równoległe szafki. –Jeszcze raz spróbuj go chociaż tknąć to już nie będę taka miła! 
Uśmiechnął się tylko łobuzersko, a ja szybko odwróciłam do przerażonego blondyna, który siedział na ziemi oparty o szafki. 
Przykucnęłam przy nim i spojrzałam w jego błękitne tęczówki, które aż pałały przerażeniem. Tak te oczy. Czemu intrygują mnie ponownie oczy?! 
-Wszystko w porządku? –spytałam łagodnym głosem, na co tylko niezdarnie pokiwał twierdząco głową. –Jesteś tego w stu procentach pewny? 
-N-nic.. mi nie.. jest –wydukał nadal przestraszony. 
-Jak masz na imię? –moje usta ułożyły się w delikatny uśmiech. 
Nie mógł z siebie wydusić słowa. 
-Więc…? Masz jakieś imię? –uniosłam pytająco lewą brew do góry. 
-Niall.. –wydusił szybko. 
-Ok. Jestem Angela. Więc jeśli już się znamy to nie musisz się chyba bać –mój uśmiech się powiększył. Wow.. Uśmiecham się i do tego szczerze! Zapisać to w kalendarzu. 
Odetchnęłam z ulgą widząc jak się rozluźnia. 
-Już wszystko jest dobrze? –pytam dla upewnienia się. 
-Tak… -wstaje i podaje mu rękę. 
-Jeśliby się naprzykrzali to chętnie się z nimi rozprawie.. Więc mów mi od razu jakby coś. 
Pokiwał szybko głową, a ja powiedziałam krótkie ‘do zobaczenia’ i odwróciłam się na pięcie. 
-Poczekaj –zatrzymał mnie, łapiąc za ramię. Posłałam mu pytające spojrzenie. –Dziękuję. 
-Ohh.. Nie ma za co –zmieszałam się i zaczerwieniłam. 
-Na serio. Gdyby nie ty to nie wiem co by mi zrobili.. 
-Niall, Niall, Niall –zaśmiałam się cicho. Ok? co się dzieje?! –Przecież ty rozprawiłbyś się z nimi bez problemu. Jeśli dziewczynie się udało.. 
-Mimo wszystko dziękuję –uśmiechnął się uroczo, a mi zmiękły kolana. 
-Ten… Ja pójdę… To do jutra –powiedziałam i jak najszybciej się ulotniłam. 
Atmosfera była goooooorąca… 
Te oczy. Jeny.. Idealnie błękitne, niczym morska fala i te lekkie rumieńce na jego policzkach.. 
Czy ja oszalałam?
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Długo nie dodawałam nowego rozdziału i nie mam jak się wytłumaczyć. Poza tym chyba nikt nie czyta tego bloga. Nie wiem, może tak mi się wydaje. Jednak jeżeli czytasz te moje głupie pomysły, które wcielam w fabułę to zostaw komentarz. Dla ciebie to kilka sekund, a dla mnie ogromny uśmiech i radość, że jednak kogokolwiek zainteresowałam. Strasznie przepraszam za ten jakże krótki rozdział i do tego denny. Jest straszny dla mnie, ale opinie zostawiam tobie :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 01.


Ubierała się na czarno i lubiła śpiewać 
Kochała się w kwiatach motylach i drzewach 
Była zawsze szczera i często się śmiała 
Choć była ładna przyjaciół nie miała 
W zeszycie pisała najskrytsze sekrety 
Lecz od śmierci matki przestała niestety…
Łzy – Opowiem wam jej historię




Kolejny dzień. Kolejny taki sam. Kolejny pełen rozpaczy, smutku i nienawiści.
Oj, przepraszam. Niegrzecznie się zachowałam. Jestem Angela i mieszkam w Atlancie. Miasto jak każde. Choć dla mnie każde miejsce jest takie samo: ponure. Choćbym mieszkała w Californii, wiecie słońce, plaże, to o czym marzą prawie wszystkie normalne nastolatki, więc nawet gdybym tam mieszkała dla mnie byłoby ponuro.
Los Angeles? – Ponuro.
Nowy Jork? – Ponuro.
Poza tym wiecie dlaczego tak jest i dlaczego ja nie jestem normalną nastolatką?
Otóż dla mnie to normalność, ale wszyscy wkoło szeptają że jestem dziwaczką, inni że jestem jakąś narkomanką bez życia, jeszcze inni że wyszłam z psychiatryka. Niestety. Żadne z nich nie ma racji. Nie jestem jakąś zdesperowaną osiemnastolatką. Po prostu moje życie nie ma sensu. To bardzo proste do zrozumienia. Wszyscy mówią że nie znam życia. Że takie „coś” jak ja nigdy go nie pozna, bo nie znajdę chłopaka, nie znajdę przyjaciół, nie będę w stanie zarobić na swoje utrzymanie. Dobra. Przyznaję się bez bicia, że na początku to bolało. Te wszystkie plotki o mnie, szeptanie za moimi plecami. No wiecie, jak to w nowej szkole bywa, ale bez przesady. Teraz już minęły dwa lata. Dwa lata bezustannej katorgi w szkole. Istne piekło. Nie jestem jakimś wyrzutkiem, że się nade mną znęcają. Proszę was, nawet gdyby chcieli to bym się nie dała. Aż taką idiotką nie jestem żeby dać się poniżać do tego stopnia co niektórzy. Nie potrafię też patrzeć na cierpienie innych. Po prostu rozrywa mi to wszystko serce.
Serce.. Czy ja nadal mam serce? Bo jakoś mam dziwne uczucie, że jednak mi go brak. Czemu?
Oh to proste.
Moja mama, miała na imię Abby. A czemu miała? Bo zmarła. Zmarła na raka. Pamiętam jak odwiedzałam ją w szpitalu z tatą. Zawsze musiałam być silna. Nie mogłam płakać widząc jak z jej ciała z dnia na dzień ucieka życie. Nie mogłam pokazać że jestem taka słaba i przy okazji zasmucić bardziej mamę. Już wystarczające chyba było dla niej to że w każdej chwili może umrzeć. No i oto historia mojej mamy. Kochałam ją i nadal kocham. Choć mam też wątpliwości czy jestem jeszcze zdolna do kochania.
Tylko że śmierć mamy to dopiero początek tego przez co moje życie nie ma sensu.
Myślicie sobie co jeszcze może być takie tragiczne żeby równało się ze śmiercią rodzicielki?
Po śmierci mamy, tata się stoczył. Zaczął pić, ale wyszedł z tego. Teraz niestety jest pracoholikiem. A dokładniej szeryfem miejscowej policji. Nie za fajnie. Nigdy nie ma go w domu, a jeśli już jest to tylko po to, żeby po pięciu minutach zadzwonił jego pager.
Wiecie co? Śmierć mnie prześladuje. Wszyscy wokół mnie umierają. To chyba nie wróży nic dobrego.
No więc Shadow. Kto to? To była moja najlepsza przyjaciółka. Jedyna osoba, oprócz mamy, której ufałam bezgranicznie. Była dla mnie jak siostra. Wszystko robiłyśmy razem. Pomagałyśmy sobie w różnych „problemach”, a co najważniejsze kochałyśmy się. Byłyśmy połączone jakby więzią. Tak jak bliźniaczki, chociaż wyglądałyśmy zupełnie inaczej. Ona była szaloną wariatką, która co miesiąc miała inny kolor włosów, a ja byłam cichą, rozsądną dziewczyną obok, która niczym się nie wyróżniała. A czemu Shadow nie żyje? Na imprezie jakiś facet ją upił i nafaszerował narkotykami. Przedawkowanie.
Jest jeszcze jedna ostatnia rzecz, która doprowadziła mnie do dzisiejszego stanu. Chcieli mi pomóc. Tata umawiał mnie na spotkania z psychologiem, ale ja nikomu o tym nie powiedziałam. Nic nikomu nie powiedziałam i nie mam zamiaru nigdy tego wyjawiać. Otóż miałam chłopaka. Mitch.. Bardzo miły i starszy ode mnie o rok. Uwielbiałam go. Kochałam go bardzo, ale to chyba mu nie wystarczyło. Pewnego wieczoru, kiedy umówiliśmy się do kina, później zabrał mnie do swojego domu. Powiedział że jeżeli jesteśmy razem od roku to powinniśmy już zrobić krok do przodu. Co miał na myśli? Przespanie się ze mną. Bardzo trafne i na miejscu. To było przed śmiercią mamy. Oczywiście że się nie zgodziłam na ten „następny krok”. Jemu to się nie spodobało. Chciał tego. Zmusił mnie… Krzyczałam, błagałam żeby mnie zostawił, ale on był nieugięty. To było straszne.. Miałam tylko 16 lat.. Po tym zdarzeniu zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej.
Dobra koniec wspominania, bo znowu jak głupia ryczę.
Spojrzałam na tablicę korkową nad moim łóżkiem, na której napisałam sobie wielkimi literami „Łzy nie są oznaką słabości, ale dowodem na to, że nasze serce nie wyschło i nie stało się pustynią.” Niby proste zdanie, a codziennie podnosi mnie na duchu.
Później przebiegłam wzrokiem po kilku fotografiach. Kolorowe papierki, w których zaklęte są chwile, wspomnienia. Wszystkie te wspaniałe lata zamknięte w jednym zdjęciu.
Otarłam jedną samotnie spływającą łzę z policzka i uśmiechnęłam się jak co rano na widok ich. Tych osób, które były dla mnie najważniejsze. Westchnęłam ciężko po raz kolejny uświadamiając sobie, że to już nie wróci. Mam tylko te kilka zdjęć i wspomnienia, które pozostaną w pamięci już na zawsze.
Głęboki oddech i wracam do rzeczywistość. Uśmiech znika z mojej twarzy, a zastępuje go maska pozbawiona jakichkolwiek uczuć.
Podchodzę do szafy i jak zwykle zaczyna się. Którą bluzę dzisiaj wybrać? Zerknęłam przez okno w celu zapoznania się z dzisiejszą pogodą. Deszczowo. Więc szara bluza z kapturem i kurtka. Zabrałam czarne rurki i bluzę, po czym skierowałam się do łazienki na poranny prysznic.
Zrzuciłam z siebie wszelkie ubrania i bieliznę. Weszłam do kabiny prysznicowej i już po chwili czułam chłodne krople spływające po moim ciele. Całą łazienkę momentalnie wypełniła woń truskawek, który był wprost zabójczy.
Wyszłam z kabiny i wytarłam się dobrze. Założyłam świeżą bieliznę i ubrania wcześniej przygotowane. Stanęłam przed ogromnym lustrem wpatrując się w siebie. A z racji tego że mam mnóstwo kompleksów, szybko zamknęłam oczy, by nie widzieć swojej twarzy.
Tak, nie podobałam się sobie. Bo co w sobie mają takiego wyróżniającego się zielone oczy? Były po prostu zwykłe. Każdy takie mógł mieć. Co jeszcze… moja figura. Uważam że bardzo dużo brakuje mi do modelki. Chociaż po co ja się przejmuję wyglądem, skoro i tak nikogo nie obchodzi jak wyglądam, kim jestem, czy jak się czuję. Nikt o to nie umie zapytać, a może pytali, ale to ja byłam na tyle głupia żeby ich do siebie zniechęcić?
Nieważne.
Wymyłam zęby i zabierając torbę zeszłam na dół. Kolejny taki sam dzień, który przywitał mnie tym samym. Mianowicie ciszą. W domu nikogo nie było, jak zwykle. Czyżby tata znowu miał jakieś pilne wezwanie? Jebie mnie to. Niech robi co sobie tam chce. Moje życie moja bajka, a raczej koszmar.. No, a jego życie to już jego problem. 
Nie musi ze mną przecież rozmawiać. Przecież to tylko OJCIEC. Tak, on chyba nie dorósł do tego żeby zostać ojcem. A może po prostu, jego ojcowska miłość.. wyparowała? Wszystko jest możliwe. Ze mnie wyparowały resztki nadziei na lepsze jutro. Mam naznaczone serce smutkiem z przeszłości.
Koniec tego wszystkiego. Wychodzę z tego domu pozbawionego ludzkiej natury. W którym ludzie którzy kiedyś byli blisko są dla siebie jak nieznajomi.
Szłam powolnym krokiem po chodniku wpatrując się w swoje czarne trampki.
No i stało się. Dotarłam do tego strasznego miejsca zwanego przez innych „szkołą”, w której to nauczyciele, czyli wścibskie baby i przystojny pan od matmy, mają uczyć nastolatków, którzy są chyba bardziej tępi od drzewa. Na serio. Ja się dziwie że oni w ogóle doszli aż do liceum.
Weszłam na kompletnie pusty korytarz. No pięknie, się nauczyciel ucieszy.. No właśnie. Pierwsza lekcja matematyki z „boskim” panem Collinsem.
Może i jest młody, dobrze zbudowany, ma uroczy uśmiech i błękitne oczy, które są idealne do kasztanowych włosów, ale bez przesady.
Weszłam do klasy bez entuzjazmu i skąd wiedziałam że właśnie tak będzie?
Wszystkie dziewczyny zajmowały ławki z przodu i wpatrywały się w nauczyciela z rozmarzeniem. Skrzywiłam się na ten widok i przewróciłam oczami, po czym bez słowa skierowałam się do wolnej ławki obok okna.
-Może coś należy powiedzieć młoda damo, kiedy się spóźnisz? –zwrócił mi uwagę nauczyciel, ale ja zignorowałam ją jak zawsze. –Więc, masz coś do powiedzenia?
Nadal milczałam, a wszystko wokół mnie nie interesowało. Uśmiechnęłam się sztucznie do nauczyciela i wzruszyłam ramionami, kiedy tylko się odwrócił przewróciłam oczami i wypuściłam powietrze z płuc.
Bezsensowna lekcja, z której i tak nic nie wyniosę. To że się uczę w domu, nie znaczy że musze się uczyć jeszcze w szkole. Nie, wróć. Uczenie się to raczej zakuwanie do klasówek, a ja? Ja mam to ułatwione. Bóg trochę mnie kochał i dał mi pamięć fotograficzną. I dziękuję ci Boże, kocham cię! Przynajmniej ojciec się nie denerwuje jeszcze o moje oceny. O ile jego w ogóle ja obchodzę. Nie było mnie w szkole przez 2 dni, bo byłam u babci, ale wydaje mi się że kogoś przybyło nam do klasy. Tylko kogo? Nagle oberwałam kulką papieru w głowę.
------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Więc mamy już za sobą 1 rozdział. Mogę mieć tylko ogromną nadzieję, że wam się podoba. Bardzo mi zależy na tym abyście wyrazili własną opinię na ten temat. Bardzo, bardzo proszę o chociażby krótki komentarz. Możecie mnie nawet krytykować. Bardzo dobrze wiem, że to nie jest wspaniałe, co gorsza to jest straszne i myślę, że i tak nikomu się nie spodoba, więc czekam na fale krytyki. Kocham was :) Dziękuję za uwagę i do następnego!

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

czwartek, 8 sierpnia 2013

Prolog

Prolog…


Pewnie nieraz było tak, że starałeś się nad życie 
Coś poprawić w sobie albo anioł oczywiście
Że próbowałeś nie zjebać nic przepadkiem
A i tak wszystko padało jak zwykły domek z kart
Mam tą siłę w gardle i talent by pisać
A że nie mam stalowego serca PROSZĘ WYBACZ!
Jest serce w bliznach, mam po różnych przejściach
Nawet po tym kiedy nie chciałem żeby odeszła
Ono potrafiło stanąć, po prostu się zatrzymać
I nawet po badaniach nie wiem czemu, bywa
To pewnie z żalu, to pewnie któraś blizna
Stała się tak głęboka, że mogła mnie stąd wyrwać
Serce mam we krwi, jakby szarpane ja wiem
A w nim taki ból i taki żal!
Nie będę pisał tak, nie będę nucił.
Bo blizny nie znikną. A ja nie sprawię, że wróci…


~*~

Zawsze chciałam pokochać kogoś bezgranicznie,
dzisiaj wiem jakie to piekielne uczucie.
I jestem sama. Nie ma go obok mnie, czuję jego zapach,
smak ust i w to brnę. Boże ja tak nie mogę.
Dlaczego nie reaguję? Gdy patrze na niego wolałabym wylądować na dnie,
ale być z nim razem. Zawsze byłam twarda, ale dzisiaj płaczę.
Bez ciebie nie ma mnie, ale chuj skoro nic nie znaczę...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Bohaterowie

Bohaterowie:

Angela White, 18 lat.
„Mam naznaczone serce smutkiem z przeszłości
Szczęśliwe chwile nie zmienią tej świadomości
Bezgranicznie tną mi pieprzone serce
Choć to nie to co wcześniej to nadal przez to cierpię
Mogę się zająć ucieczką od przeszkód choć mam już zajęcie
Kolekcjonowanie błędów
Nie znam życia, może masz rację, ale w takim razie
Nie poznam go raczej
Widzisz to we mnie, że sobie nie radzę
W moich oczach żal zmieszany ze strachem
Pozwól mi odejść lub zastąp kimś innym
Faktem jest, że mamy w sercach blizny
I w sumie możesz powiedzieć, że źle robię
Ale wolę przejechać się na sobie niż na tobie..”
Kawu (feat. Selecta) - Serce w bliznach
Ubierała się na czarno i lubiła śpiewać
Kochała się w kwiatach motylach i drzewach
Była zawsze szczera i często się śmiała
Choć była ładna przyjaciół nie miała
W zeszycie pisała najskrytsze sekrety
Lecz od śmierci matki przestała niestety…
Łzy – Opowiem wam jej historię





Justin Bieber, 18 lat.
„Ten chłopak nie daje się kochać jest zbyt twardy,
mimo wszystko jest zbyt żywy,
bo jak zdechnie będzie zbyt martwy.
Nie daje się lubić zbyt prawdziwy na to.
Zbyt to wkurwia innych, że jest czysty nawet, gdy wyjawia słabość.
Często zbyt słaby, daje się ranić zbyt często,
ale zbyt silny by dać się zabić.
[…]
Zbyt dumny, zawzięty,
gdyby nie rady rozumnych
trafiłby prędzej do trumny,
niż na twoje kolumny.
[…]
nie miej mu za złe rozdarcia.
Uwierz w jego serce zbyt dobre,
gdy naprawdę ci zależy słowa potrafią być zbyt ostre.
Zbyt pyszny by wybrać drogi zbyt proste.
[…]
Żyć długo i szczęśliwie, to już niemożliwe dla niego,
więc idzie żyć grubo i treściwie, żyje dlatego.
Zbyt wrażliwy by być obojętnym wobec systemu..”
Bisz – Za bardzo



Niall Horan, 17 lat.
Gdy patrzę w Twoje oczy wiem, że nie chcę już niczego szukać
Że nie chcę nigdzie iść, chcę mieć Cię tutaj, dziś
Od zawsze chciałem znaleźć kogoś, kto by mógł zrozumieć
Tak dawno już wiedziałem, że to jesteś Ty
Tak dobrze czuję się, gdy jesteś obok, przy mnie
Tak ważny czuję się, gdy mogę objąć Cię, wiesz ?
Tak mało znaczy dla mnie wtedy wszystko inne, i
To jest tak silne, znów tak mocno tego chcę i
Nie chcę już myśleć to wszystko jest tak dziwne
Ten kraj, to miejsce, miało być przecież inne
Gdy patrzę w Twoje oczy może wciąż jestem naiwny
Lecz gdy patrzę w nie czuję, że minie wszystko co jest złe
Lecz nic nie zostało z moich marzeń
Pezet – Nieważne

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Myślę, że jakoś mniej więcej jest zrobione dobrze jak na początek co? :) Bohaterowie epizodyczni chyba nie są potrzebni. Macie wyobraźnie, więc bez problemu będziecie mogli sobie każdą osobę 'wykreować' w swojej głowie. Gdyby np. w dalszych rozdziałach doszła jakaś a'la pierwsza rola to dodam pod rozdziałem opis i zdjęcie, lub w nowym poście. Na razie to tyle.
Bardzo mile widziane komentarze! Byłbym także wdzięczna gdybyście rozgłaszali też bloga.
PS. Justin nie jest sławny na początku opowiadania :) Niall w ogóle nie będzie. Chociaż nie wiem w sumie co mi się później ubzdura. Na razie nie są sławni :)

Kocham xoxo



Cześć!

Witajcie wszyscy. Jako, że dopiero zaczynam chciałabym się z wami przywitać! No więc cześć, hej, siemka, witajcie, dzień dobry, dobry wieczór itd itd..
Na początek zdradzę wam tyle, że mam na imię Zuzia. Jestem Belieberką, ale również Directionerką. Interesuję się muzyką, fotografią, książkami i oczywiście pisaniem. Co tu dużo mówić. Nie zawsze jest u mnie kolorowo jak u każdego, ale mimo wszystko staram się być optymistyczną istotą :)
Więc może szybko wyjaśnię, że to będzie Fan Fiction o Justinie. Wiem, wiem oklepane, ale bardzo mi zależy na tym FF. Założyłam tego bloga specjalnie dla mojej przyjaciółki, która prosiła mnie o to już nie raz, nie dwa :) Więc może i popełniam błąd, ale mimo wszystko chciałabym mieć jak najwięcej opinii. Liczę się z konstruktywną krytyką. Na prawdę. Każdy komentarz jest mile widziany! Bardzo mi na tym wszystkim zależy. Nakręciłam się na tego bloga straszliwie! :) Teraz już tak łatwo mnie nie odciągniecie.

Liczę na to, że mój ff będzie przez was lubiany! :) Dziękuję za uwagę :)

Zuza xx